Kwestie te myśmy niejednokrotnie odczuli na własnej skórze. Bolało nas to, że za śmierć Popiełuszki, Pyjasa, a nawet śmieć górników w kopalni Wujek byłem odpowiedzialny ja, Ty, nasze rodziny, właśnie na bazie uogólniania odpowiedzialności. Z resztą nie tylko my. Główny prowodyr tych działań Kościół Katolicki dostał po plecach, kiedy wypłynęły na światło dzienne kwestie dewiacji seksualnych wśród duchowieństwa. Ludzie w swojej prostej ocenie zaczęli często uważać, że każdy w sutannie to dewiant, a co najmniej osoba zakłamana, świadoma niecnych poczynań swoich mundurowych koleżanek i kolegów i ich dewiacji nie ujawniali. Na nic się zdają protesty, powoływanie się na fakty. Taka jest ludzka mentalność, zwłaszcza obecna, pompowana przez wariackie i nawiedzone media. W jednym z programów telewizyjnych (dokumentalny) pytany żołnierz wermachtu: Czy ruszało go sumienie z powodu uczestniczenia w rozstrzelaniu ponad 1500 cywilów narodowości żydowskiej? - bez mrugnięcia okiem powiedział „nie”. Ale dlaczego? „Bo ja nie lubię Żydów. Gdy byłem mały (a było to jeszcze przed „Kryształową Nocą”) w naszej wiosce Żydzi nas oszukiwali. Nie zmienię tego zdania, bo nie”. To właśnie są argumenty: „nie bo nie”, argumenty racjonalne?, a rzeczywistość nie jest brana pod uwagę.

 

Właśnie z taką odpowiedzialnością zetknęli się nasi poprzednicy z II RP – Granatowi Policjanci. To im, po wojnie, przyklejono łatkę nie tylko kolaborantów, ale nawet zdrajców ojczyzny - totalnie wszystkim. Ta nie obiektywna ocena przenosiła się nawet na ich dzieci, rodziny.

W Giżycku mieszka Jerzy Bielczyk. Tak wspomina swojego ojca, który był przez 2 lata kierowcą w Starostwie i był oddelegowany nawet do wożenia funkcjonariuszy PUBP na akcje.

Brał też udział w pracach porządkowych. Miał do dyspozycji trzech jeńców niemieckich. Ich zadaniem było odszukiwanie poniemieckiego sprzętu mechanicznego, głównie samochodów, a nawet rowerów, naprawę i przekazywaniem stosownym instytucjom.
Wtedy po wojnie to furmanka była tym najefektywniejszym środkiem transportu. W Giżycku (Łuczanach) do końca 1946 roku nie było nawet kolei).

W trakcie jednego z wyjazdów z funkcjonariuszami PUBP nieopacznie pochwalił się, że jego ojciec był przed wojną granatowym policjantem i przed jej wybuchem przeszedł na emeryturę. Ta informacja została potraktowana jak nieomalże zdradę stanu. Senior Zygmunt Bielczyk został zwolniony z funkcji kierowcy samochodu Starostwa.

I tak miał szczęście, bo mogli go zamknąć za ukrywanie informacji ważnych dla bezpieczeństwa kraju.

Jeńcy niemieccy poszli do niewoli sowieckiej. Bielczyk jako dobry fachowiec dostał się do pracy w nowo tworzonym Szpitalu w Giżycku i jeździł przez długie lata karetką, którą była poniemiecka „Dekawka”.

Wracając do Grantowej policji. Zawsze korciło mnie znalezienie i dotarcie do informacji na temat tej formacji w kontekście ich poczynać proniemieckich. Trochę ich uzbierałem i postaram się nimi podzielić z czytelnikami. Ze zrozumiałych względów nie ma tu na tyle miejsca, aby temat ten prześwietlić w sposób szczegółowy. Sądzę że wystarczy przedstawić kilka aspektów szablonowych. Pragnę zauważyć, że nie mogą być to uogólniania, jedynie sygnały postaw Policjantów. Jak sądzę przyda się jakaś odrobina światła na te tematy, które do tej pory były ukrywane, nie obiektywnie przedstawiane, a głównie traktowane na warunkach odpowiedzialności zbiorowej. Traktowane jako zło niegodne nawet upublicznienia.

Warto też dodać, że spore grono funkcjonariuszy zostało wymordowanych przez Rosjan w Katyniu i innych miejscach naszych kaźni narodowych. Traktowano ich jako oficerów WP, jako ludzi wykształconych mających istotny wpływ na kształtowanie postaw patriotycznych, a takich władza sowiecka nie życzyła sobie. Nawet po wojnie oficerowie Policji byli traktowani na równi z żołnierzami AK i Podziemia. Tylko dlatego, że nosili mundur policjanta.

Taka łatka zdrajcy narodu polskiego została przyklejona wszystkich i tym co służyli w Policji Granatowej Generalnej Guberni i tym, którzy byli Policjantami nawet na kresach. Widząc naszych następców uczestniczących w imprezach patriotycznych, gdzie w tle występują poczty sztandarowe, a ich chorążowie są w mundurach właśnie policji Granatowej warto coś w tym temacie wiedzieć.

W 1939 władze okupacyjne początkowo zaakceptowały istnienie Policji Grantowej w wielu miastach i wsiach (istniały komisariaty i posterunki). W Warszawie przykładowo funkcjonowały one do końca kapitulacji. Zlikwidowano natomiast Komendę Główną Policji i Komendy Wojewódzkiej. Momentem powstania Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa (Polnische Polizei in Generalgouvernement) była decyzja z dnia 17 grudnia 1939 roku generalnego gubernatora Hansa Franka.
I tu uwaga!. Do służby w tej formacji zostali zmuszeni wszyscy funkcjonariusze Policji Państwowej z GG. Na 28 000 policjantów nowej formacji wstąpiło od 10.000 do 11.000 funkcjonariuszy. Stanowili oni swoistą policję lokalną, będącą na garnuszku lokalnych polskich samorządów. Branżowo nadzorowana była ona przez lokalną niemiecką Policję porządkową (Ordnungspolizei).
W tamtych czasach najwyższą funkcją było stanowisko Komendanta Miejskiego lub Powiatowego PPGG.
Do głównych zadań PPGG należało zapewnienie bezpieczeństwa i porządku publicznego. Realizowano to w formie patroli interwencyjnych. Również egzekwowano przepisy różnej maści, nawet sanitarne, kwestie bezpieczeństwa na drogach. W dużych miastach Policjanci GG kierowali ruchem drogowym, reagowali na zdarzenia na drogach i węzłach kolejowych. Szkolono również inne służby m.in. żydowską służbę porządkową pełniącą te funkcje w Gettach. Już w 1940 roku PPGG liczyła 8.630 policjantów w tym 1.175 oficerów.

W tymże roku powstał nowy pion Polskiej Policji Kryminalnej podlegający niemieckiej Policji Kryminalnej (Kripo) i w marcu liczył 1.173 policjantów. A w maju było już ich ok. 2.800.

Kończąc wyliczanki statystyczne można stwierdzić, że w Polskiej Policji GG przewinęło się od 1.600 do 1.800 osób. W trakcie służby zginęło wielu Policjantów. Przykładowo w samym 1942 roku zginęło 90-100 osób. Śmierć ponieśli nie tylko z winy okupanta. Każdy z funkcjonariuszy, który naruszył regulamin (za nielegalny ubój świń kara śmierci) , porzucił służbę, utracili broń, lub mundur, współdziałał z nielegalnymi organizacjami np. żydowskimi podlegał jurysdykcji Sądu SS i Policji w Krakowie. W praktyce orzekano dwa rodzaje kar: zesłanie do obozu koncentracyjnego lub kara śmierci.

Nieliczne przypadki tego gremium stanowili policjanci skazani na śmierć wyrokiem przez polskie Konspiracje. Nie dawno zdołano ustalić, że na początku 1944 roku rozstrzelano w Krakowie 40 funkcjonariuszy jedynie za to, że byli podejrzani o współpracę z AK. Dane statystyczne, że z rąk okupanta zginęło od 10 do 20 % funkcjonariuszy są zastraszające.

Taką niechlubną statystyką są oskarżenia dotyczące kolaboracji z okupantem. Szacuje się, że ok., 10% przedwojennych policjantów kolaborowało z okupantem (nie ważne z jakich przyczyn o tym później).

W celu tworzenia nowego narybku w Nowym Sączu utworzono Szkołę Policji Polskiej w GG. Tam też odsetek kolaborantów z pewnością był większy, bowiem na to podstawowe przeszkolenie (obowiązkowe) kierowani byli kandydaci, którzy dobrowolnie wstępowali w szeregi PPGG. W latach 1941 - 1944 łącznie było ok. 3.tys. słuchaczy.

Poza zwalczaniem przestępczości i działaniami ochronnymi, niezbyt pozytywnie oceniana była przez społeczeństwo, ta druga, niewdzięczna strona medalu. Policjanci GG byli zmuszani do uczestnictwa w łapankach ulicznych, pilnowania gett, eskortowaniem ludzi do więzień i obozów, a nawet rozstrzeliwania oskarżonych.

Policjanci GG musieli uczestniczyć w obławach na partyzantów i ukrywających się Żydów. Oczywiście stosunek policjantów do tych działań był krańcowo rożny. Świadczą o tym chociażby informacje o przeciekach dot. działań podejmowanych przez niemieckie władze. Niektórzy idąc z przymusu, byli bo byli. Ale i byli też tacy co wykazywali się nadgorliwością w okrucieństwie i brakiem podstawowych zasad moralnych. W wielu wypadkach motywacją tych poczynań były pieniądze, alkohol. Wykazujący się w służbie Policjanci otrzymywali zwiększony deputat alkoholu, byli premiowani różnej maści gratyfikacjami np. pozostałościami po zabitych żydach.

Z tych właśnie, zrozumiałych względów, ich poczynania były konsekwentnie obserwowane i oceniane przez odpowiednie organy Polskiego Państwa Podziemnego i inne organizacje konspiracyjne. Wojskowe Sądy Specjalne wydawały na policjantów wyjątkowo gorliwie wysługujących się okupantowi wyroki karne w tym wyrokami śmierci włącznie. Ostatecznie umieszczano nazwiska tych osób na specjalnie publikowanych ulotkach. W 1942/43 w Krakowskiem rozpowszechniano ulotkę z 38 nazwiskami Granatowych Policjantów To w tamtym czasie Kierownictwo Walki cywilnej rozesłało do wszystkich posterunków Policji apel - wezwanie, w którym nawoływano funkcjonariuszy do zachowywania obowiązku względem Narodu i Ojczyzny: „Ani we dnie ani w nocy wam nie wolno o tym zapominać, bowiem każąca i sprawiedliwa dłoń Rzeczypospolitej dosięgnie was”.

Później stworzono nawet czarną listę przestępców policyjnych.

Trzeba dodać, że to ten nieludzki, brutalny, skrajnie barbarzyński system niszczenia polskiego narodu, jaki wprowadzili okupanci, sprzyjał ujawnianiu się najgorszych cech ludzkich. Tolerowany był przez okupanta permanentny wzrost bandytyzmu, przestępczości, która przyjęła w tamtych czasach niebywale rozmiary. (Trochę tego pozostało: Za kradziony węgiel „od Niemca” dostawał po wojnie medal, lecz za węgiel kradziony z tego samego wagonu, ale już po wojnie szedł do pierdla).

Przestępczość pospolita niejednokrotnie była wykorzystywana przez okupanta do walki z ruchem oporu: coś za coś.

Nie rzadko efektem stricto bandyckich poczynań kryminalistów były działania odwetowe. To właśnie na barkach Policji Granatowej GG i Polskiej Policji Kryminalnej legła kwestii walki z pospolitą przestępczością.

W tym czasie totalna nędza, gwałtowna zmiana stosunków społeczno-gospodarczych, zwłaszcza po wojnie niemiecko–rosyjskiej, a głownie nasilenie polityki eksterminacyjnej powodowała, że walka policji z bandytyzmem stała się walką z wiatrakami.
Było to też powodem zwiększenia się przypadków zejścia na zła drogę w samym łonie Policji. I nie tylko chodzi tu o kolaborację z okupantem. W rachubę wchodziły pobudki patriotyczne oraz poczucie obowiązku wobec społeczeństwa. Za zabicie ukrywającego się w lesie Żyda dostawało się nagrodę, a jeszcze większą kiedy został on żywy dostarczany Niemcom. To pewnością w znacznym stopniu deprawowało m.in. policjantów, jednak w żadnym wypadku nie można mówić, że wszystkich

Warto zwrócić uwagę na inny wątek tzw. odpowiedzialności zbiorowej. Bardzo często do niedawna słyszało się opinie, ze policjanci granatowi w służbie systemu okupacyjnego byli zdecydowanym wrogami podziemia i bezwzględnie je zwalczali. Jak do chwili obecnej zdołano ustalić i uwiarygodnić w wielu wypadkach, że w rzeczywistości było na odwrót. Tylko niewielka liczba funkcjonariuszy odnosiła się do podziemia wrogo. Wynikało to najczęściej z osobistych uprzedzeń i animozji. To w chwili wykonania na jednym z policjantów kary śmierci za utratę broni kierownictwo podziemia wydało zarządzenia, aby nie rozbrajać Policjantów, nie pozbawiać ich służbowej broni.

Dotyczyło to tylko Polskiej Granitowej policji, a nie np. ukraińskiej.

Bardzo często te zakłamania i na ich podstawie złudne nadzieje były powodem zachwiania patriotycznych postaw, a nawet tego realnego życia. Jeszcze w 1940 roku kierownictwo policji tworzyło namiastki konspiracyjnych sztabów kierowania policją. Miały one być wykorzystane jako całość w odpowiednim momencie, którego spodziewano się na wiosnę 1940 roku.

Nadzieje okazały się złudne. Oczekiwano na działania na froncie zachodnim. Efekt był taki, że plany te uległa całkowitemu zniweczeniu. W dniu 7 maja 1940 roku aresztowano 69 oficerów warszawskiej Policji. W tym czasie Niemcy uderzyli na Belgię, Holandie i Francje. Część aresztowanych po pewnym czasie powróciła do służby, lecz większa część trafiła do Oświęcimia.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że 25-30 % Policjantów GG należało lub współpracowało z podziemiem, głownie z AK. Nawet w 1941 roku zaczęto tworzyć Państwowy Korpus Bezpieczeństwa jako konspiracyjną formą policji Delegatury Rządu na Kraj. Już w 1943 roku formacja ta liczyła 8.400 żołnierzy i 300 oficerów, a w 1944 roku było już 11.000 szeregowych i 463 oficerów. Jako podaje wnikliwy historyk tamtych czasów Marek Getter do lipca 1944 roku niemal co drugi oficer i co szósty szeregowy był członkiem PKB. Wielu granatowych policjantów współpracowało z kontrwywiadem ZWZ – AK. Batalionu Chłopskie miały daleko idące układy z wieloma posterunkami Policji z terenów wiejskich. Policjanci współpracowali również z Gwardią i Armią Ludową, a nawet z wywiadem sowieckim (?).
Oczywiście przyglądając się transformacji dziejowej od Polskiej Policji Granatowej GG do Policji RP (obecnej) jednoznacznie widać, że był to jedyny resort tzw. służb mundurowych, który przeszedł wielkokrotne weryfikacje i co ważne na warunkach odpowiedzialności zbiorowej, a przecież poza wojskiem i Policją były inne służby stojące na starzy bezpieczeństwa i porządku publicznego. Przekładowo powołana w dniu 3 lutego 1919 roku przy ówczesnym Ministerstwie Komunikacji: „Straży Kolejowa”. Po wielu zmianach, które nie zakończyły się nawet do momentu wybuchu wojny, formacja ta przeszła niejako z marszu do służby na rzecz okupanta.

Po zakończeniu wojny w dniu 22 lipca 1944 roku Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego powołał Ministerstwo Komunikacji, Poczt i Telegrafów. W jego skład weszła również Straż Kolejowa. Powołano Komendę Główną, dokonano również reorganizacji jednostek terenowych.

Co prawda, w dniu 4 listopada 1944 roku ówczesne władze wydały dekret o militaryzacji kolei, tym samym wprowadzano na kolei wojskowe przepisy dyscyplinarne oraz powołano wojskowe prokuratury, jednak w rzeczywistości lustracji personalnej na dużą skalę nie przeprowadzono. Dopiero we wrześniu 1946 roku dokonano częściowej reorganizacji służby, która zmierzała do jej konsolidacji i umocnienia. Z uzyskanych materiałów wynika, że miały miejsce jedynie okazjonalne - jednostkowe przypadki „rozliczeń’ funkcjonariuszy Straży Kolejowej z niechlubną ich wojenną przeszłością.

Takim bardzo ciekawym, i zawiłym w swoim działaniu, był Batalion 202 Policji Państwowej GG. Miał on za zadanie bronić polskiej ludności cywilnej przed UPA. Obok Polaków w batalionie służyło także ok. 30 Niemców.

O ile chodzi o samą istotę walki o niepodległość Rzeczypospolitej, jaką z okupantami toczyli żołnierze podziemia Policjanci nie wykazywali w tej kwestii aktywności, natomiast mieli niebywale duże osiągnięcia na polu ochrony polskiej ludności cywilnej, zwłaszcza na Kresach.

To właśnie takim celom miał służyć (i służył) powstały latem 1942 r. 202 Batalion Schutzmannschaft, czyli „policji pomocniczej" w skład którego wchodzili m.in. byli przedwojenni funkcjonariusz Policji Granatowej. Bataliony „Schuma” (skrót od Schutzmannschaft) złożone były m.in. z ochotników pochodzenia łotewskiego, białoruskiego, litewskiego i estońskiego, a nawet ukraińskiego, a 202 na dodatek był pierwszą stricte polską jednostką.

W GG powstało 12 takich jednostek (7 ukraińskich, ,4 kozackie). Odpowiedzialnością za sam werbunek obarczono „Polnische Polizei” nazywaną potocznie od koloru mundurów „policją granatową”. Niemcy świadomie wprowadzając w błąd głosili teorie o obronie Polaków przez „Schuma” na Kresach. W rzeczywistości chodziło o podpisanie lojalki: „W wypadku, gdyby moje przyjęcie do polskiej Policji w Generalnym Gubernatorstwie nie mogło z powodu braku wolnych miejsc nastąpić, zgadzam się także na zatrudnienie mnie w polskiej Policji (Schutzmannschaften) na zajętych wschodnich obszarach (także dawnych obszarach rosyjskich)”.

Początkowo w 1943 batalion pełnił służbę na zapleczu frontu wschodniego, Grupy Armii „Środek”, głownie w działaniach przeciwko sowieckim partyzantom. W maju 1943 roku batalion został przeniesiony na Wołyń. Polska ludność cywilna, terroryzowana przez ukraińską partyzantkę, wyrażała radość z powodu przybycia polskich policjantów. Niejednokrotnie brali oni udział w pacyfikowaniu ukraińskich wsi, dokonując wówczas nierzadko zbrodni na ukraińskiej ludności cywilnej. Ponadto polscy policjanci konwojowali i ewakuowali zagrożoną eksterminacją UPA polską ludność. W sumie ok. 2 tys. Polaków pełniło służbę w szeregach „Schuma” na Wołyniu.

Jednak nie byli oni przychylnie oceniani przez Administrację rządu RP na tych terenach. Ostro sprzeciwiano się przed wstępowaniu do „Schuma”, grożąc „wykreśleniem z szeregów Narodu Polskiego”. Chodziło o mordowanie ukraińskich cywili w tym kobiet i dzieci również na warunkach zbiorowej odpowiedzialności.

Jak widać ta nasza polska zawiłość w żadnym przypadku nie pozwala na dokonanie rachunku sumienia o byłych Policjantach na warunkach zero-jedynkowych, czy jak kto woli czarno-białych. Dominuje tu jednak w dużej ilości ta wredna, lecz bezwzględna szarości.
Jak widać wniosek nasuwa się sam: jeżeli cokolwiek w tej kwestii chcielibyśmy uczynić to należało by dokonać tego indywidulanie (takie przebłyski słuchać nawet w kwestii dezubekizacji doby obecnej). Stąd też w jakimś stopniu można wyjaśnić przyczyny negatywnych poczynań komisji rehabilitacyjno-kwalifikacyjnych działających w latach 1946 – 1952 wobec byłych policjantów II RP I GG dokonujących rozliczeń na warunkach odpowiedzialności zbiorowej (znamy ten ból).

Znaczna cześć, a więc ponad polowa bo ok. 10.000 osób został zweryfikowana pozytywnie, jednak z grupy tej tylko 2.000 zostało przyjętych do Milicji (MO i UB), a więc co 10 -ty. Oni też nie mieli tak „cukierkowato”, bowiem do momentu zwolnienia się ze służby byli szykanowani i represjonowani. Do 1956 roku żaden z nich już nie pracował w resorcie. Ich rolą było przygotowanie i wyszkolenie następów a po tym…, skąd my to znamy?! Ponad 600 byłych funkcjonariuszy pociągniętych było za działania czasie wojny do odpowiedzialności karnej. Zostali skazani na więzienie, a nawet kary śmierci.

To tam można dopełnić, zmienić, zweryfikować swój punkt widzenia na nasze wspólne przeżycia. Każda krytyka jest budująca. Natomiast jak to powiedział aktor Alosza Awdiejew: Historia jest moją duszą i pluć na nią nie pozwolę.

Warto zatem zamiast niszczyć historię lepiej ją dokumentować, a zwłaszcza korzystać z minionych przeżyć i doświadczeń, tych godnych, ukazujących pozytywną koegzystencję miedzy ludzką, między nami Polakami.

Bohdan Makowski
s. Władysława