Kwestie te myśmy niejednokrotnie odczuli na własnej skórze. Bolało nas to, że za śmierć Popiełuszki, Pyjasa, a nawet śmieć górników w kopalni Wujek byłem odpowiedzialny ja, Ty, nasze rodziny, właśnie na bazie uogólniania odpowiedzialności. Z resztą nie tylko my. Główny prowodyr tych działań Kościół Katolicki dostał po plecach, kiedy wypłynęły na światło dzienne kwestie dewiacji seksualnych wśród duchowieństwa. Ludzie w swojej prostej ocenie zaczęli często uważać, że każdy w sutannie to dewiant, a co najmniej osoba zakłamana, świadoma niecnych poczynań swoich mundurowych koleżanek i kolegów i ich dewiacji nie ujawniali. Na nic się zdają protesty, powoływanie się na fakty. Taka jest ludzka mentalność, zwłaszcza obecna, pompowana przez wariackie i nawiedzone media. W jednym z programów telewizyjnych (dokumentalny) pytany żołnierz wermachtu: Czy ruszało go sumienie z powodu uczestniczenia w rozstrzelaniu ponad 1500 cywilów narodowości żydowskiej? - bez mrugnięcia okiem powiedział „nie”. Ale dlaczego? „Bo ja nie lubię Żydów. Gdy byłem mały (a było to jeszcze przed „Kryształową Nocą”) w naszej wiosce Żydzi nas oszukiwali. Nie zmienię tego zdania, bo nie”. To właśnie są argumenty: „nie bo nie”, argumenty racjonalne?, a rzeczywistość nie jest brana pod uwagę.

Niejednokrotnie o tym pisałem, opowiadałem w radiu o losach naszych współmieszkańców tu na Mazurach twierdząc, że są one szczególnie zawiłe. Pomimo ogólnie zbliżonych scenariuszy (dwie okupacje) ich indywidualne przeżycia są wprost nie wyobrażalne. I co jest bardzo istotne tak na prawdę o ludziach, którzy w jakimś stopniu poświęcili swoje życie, swój los na rzecz Kraju nie mówi się za dużo. Z tego też powodu po wielokroć staram się tę próżnię uzupełnić.
Odbywa się to w różnej formie m.in. wydałem kilkanaście zeszytów historyczno-pamiętnikarskich, okazjonalnych audycji lub reportaży. Opowiadam o ich losach, życiorysach na spotkaniach autorskich. Jak sądzę chociaż w pewnym stopniu swój cel osiągnąłem. To co robię jest nie tylko formą uznania i upublicznienia życiorysów, tych indywidualnych zawiłości losu, lecz większym efektem jest pobudzenie czytelników, słuchaczy do wspomnień.
Okazuje się że coraz częściej spotykam się z naszymi współmieszkańcami, którzy pragną podzielić się wspomnieniami, swoim losem. Proszę mi wierzyć, że bardzo często nie ma to formy skargi na osobisty los, swoje niezasłużone doznania. Po prostu każdy z tych anonimowych bohaterów pragnie pozostawić po sobie ślad, który będzie uwidoczniony nawet nie dla szerszego gremium, ale nawet jak to pięknie powiedział jeden z moich rozmówców: aby wnuki wiedziały, że dziadek nie tylko pracował, wydał na świat ich rodziców, lecz również zrobił coś fajnego na rzecz innych.
A czynił to bez wielkiego blichtru, a zwłaszcza nie licząc na tak obecnie faworyzowaną kasą. Ważne jest również to, że ludzi ci żyli w tamtych czasach w różnych konfiguracjach narodowościowych. Prawdą jest, że bieda scalała, konsolidowała, jednak to od ludzi zależało w jaki sposób układała się ta ich koegzystencja.
Ojciec mój pracował w tamtych czasach w rzeźni w Giżycku. Tam był niecodzienny tygiel. Byli ludzie z centralnej polski: Robert Patelka pochodził z Wielopolski (poznańskiego). Jerzy Rajcow pochodził ze Sterławek Wielkich pod Giżyckiem (niem. Groß Stürlack). Nie wybył do Niemiec (a mógł). Jego rodzina mieszka w Polsce do dziś. Bolesław Sańczuk kierownik ubojni na rzeźni pochodził spod Grodna. A mój ojciec pochodził z kresów. Jednak nie słyszałem o jakichkolwiek konfliktach o podłożu narodowościowym, a zwłaszcza wojennej przeszłości. Takim kluczowym momentem w tych moich rozmowach jest podpieranie się dokumentami, zdjęciami z ich bytności w tamtych latach. Zniszczony dowód osobisty (przedwojenny) to nie tylko dokument o polskiej przynależności lecz również dowód na to, jak życie komplikowało ich wędrówkę w okresie od I Wojny światowej do dziś. Takie dowody tożsamości, pismo poświadczające polską przynależność narodową dziś stają się wprost relikwią. Zważyć przy tym należy, ze dokumenty te wędrowały z ich posiadaczem niekiedy przez cały świat. Tyle tylko wynieśli oni z tej wojennej i powojennej zawieruchy.

Robert Biedroń przypomniał, że jest emocjonalnie związany z Olsztynem, bo tu studiował. - Olsztyn dał mi szansę, by być tam, gdzie obecnie jestem - mówi. - Olsztyn jest znany w całej Polsce jako miasto otwarte i tolerancyjne. Mieszkańcy takich miast zasługują na więcej, tak by nie musieli z nich wyjeżdżać w poszukiwaniu pracy i dachu nad głową. Dlatego proponuję swój program "Start dla młodych".


W sobotę, 26 września 2020 r. odbył się Warmińsko-Mazurski Kongres Programowy Lewicy. W Kongresie udział wzięli liderzy partii tworzących Klub Parlamentarny Lewicy: wicemarszałek, przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty, senator RP Wojciech Konieczny, wicemarszałkini Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, członek Zarządu Krajowego partii Razem, poseł na Sejm Adrian Zandberg oraz przedstawiciele lokalnych struktur Lewicy, Wiosny i Partii Razem.
Wśród delegatów na Kongres byli przedstawiciele Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych w Olsztynie: Andrzej Leszczyński i Jolanta Ołów.

W trakcie Kongresu liderzy Lewicy zaprezentowali pakiet projektów ustaw, które jesienią mają trafić do Sejmu. Przygotowane projekty ustaw mają w nadchodzących miesiącach usprawnić pracę państwa. Zakładają one między innymi rekompensatę dla jednostek samorządu terytorialnego z tytułu utraconych dochodów i zmianę wydatków w budżecie polegającą na przesunięciu pieniędzy przeznaczonych dla wojska do służby zdrowia.

W czasie wystąpień wszystkich liderów Lewicy padło wiele krytycznych uwag i oskarżeń wobec działań koalicji rządzącej. Zarzucili rządzącym zaniedbywanie szeregu prawdziwych problemów ludzi, z których najważniejsze znacznie mają: sytuacja w służbie zdrowia, pogorszenie sytuacji epidemicznej, zaniedbania w edukacji i ochronie środowiska, brak zainteresowania trudną sytuacją samorządów i aktywnej polityki zagranicznej dotyczącej sytuacji na Białorusi.

Środowy poranek Zarząd Wojewódzki SLD w Olsztynie rozpoczął konferencją prasową przed budynkiem Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza. Zgromadzonej grupie Olsztynian program kandydata na prezydenta Biedronia przedstawiali: posłanka Falej Monika, poseł Marcin Kulasek, szef SLD Władysław Mańkut i młodzież z „Przedwiośnia”. Najliczniejszą grupą uczestniczącą w konferencji byli członkowie Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych, którzy w tym dniu odbyli swoje pierwsze posiedzenie, po trzymiesięcznej przerwie wywołanej epidemią C-19.